Kooniu:
"
Łysiak pisal we "flecie z mandragory" ze wegiercy carikas w czasie któregoś z powstań rozwalili batami austriacką bateria altylerii ale ze nie znalazlem tego nigdzie indziej to pomiedzy bajki wkladam ......"
No właśnie mi przypomniałeś Kooniu skąd jest ta historia! Ale niestety mam wrażenie, że czytałem to jeszcze gdzieś indziej... Opierałem się na tym i powtarzałem w jakichś postach w internecie, pośrednio nawet chyba niedawno...
A wracając do meritum:
nie jestem biczownikiem, biczarzem, batownikiem, batowcem czy jak to nazwać... Dlatego tu się tak rzadko pojawiam. Jestem raczej nahajkowcem (i sjambokowcem, Kooniu pamięta). Mogę stwierdzić brutalnie, że baty i bicze fajna rzecz, ale w bojowych zastosowaniach nie nadają się, przynajmniej dla mnie: niemożliwość użycia w ograniczonych przestrzeniach, trudności z ukryciem w noszeniu codziennym, problemy z użyciem w otwartym polu przeciwko zdeterminowanemu przeciwnikowi mającemu jakąś broń białą (opisałem to w swoim poście w innym temacie).
Sjambok też się nie nadaje do noszenia (były różne sposoby proponowane przez "specjalistów" jnp zmiękczanie sjamboka w gorącej wodzie i zaginanie sobie go od rękawa , przez barki, do drugiego rękawa pod ubraniem wierzchnim...

). Można mieć w domu albo w samochodzie i w razie czego wyskoczyć z tym. Tylko że te sjamboki " Cold Steel", też nie są żadną łatwą totalną bronią (może oryginalne ze skóry hipopotama były lepsze). Nadają się ekstra do rozpędzania grupek podpitych młodocianych chuliganów (w razie czego masywna końcówka chwytu i chwyt oraz początek sjamboka Cold Steel może służyć jako maczuga) ale nie za bardzo do walki "na śmierć i życie" w ramach jakichś ostrych sytuacji..
A nahajka natomiast jest jaknajbardziej przydatna. Taka z ciężarkiem z ołowiu wszytym w końcówkę. Mocny cios w szczenę, bok głowy, okolice uszu czy potylicę nokautuje natychmiast. Cios w twarz kaleczy i obezwładnia, cios w plecy paraliżuje bólem i czasem łamie tylnie żebra..... Tyle że oczywiście to samo nie przychodzi, trzeba to mieć dobrze wyćwiczone (zasada opiera się na ruchu bicza wykonywanym przez całe ciało ale też czasem przez sam nadgarstek ze wspomaganiem ruchu całego ciała, gdzie minimalny dla oka ruch całego ciała i ruch nadgarstka powoduje porażająco silne uderzenie końcówki nahajki). Są pewne trudności z noszeniem jej na codzień i ukryciem pod typową kurtką. Opracowałem kilka metod noszenia jej włącznie z obwiązaniem wokół pasa, Zawsze coś wystaje niestety spod ubrania i demaskuje. Ale można wyposażyć się np. w pewne specyficzne kurtki pewnej firmy, gdzie możemy nosić nahajkę pod spodem w specjalnych kieszeniach ciągnących się aż za plecy i wydobywać ją błyskawicznie (ewentualne pytania na priwa, powiem raczej tylko starym znajomym).
Ogólnie: nahajka podpadła mi pod ulubienie już wiele lat temu jako broń osobista o dużym zasięgu, którą można jakoś tam jednak mieć przy sobie i która doskonale odpowiadała temu co z większymi lub mniejszymi przerwami ćwiczyłem (niestety za często były zbyt duże przerwy żebym teraz był jakimś specjalnie wyćwiczonym fighterem, teraz nadaję się już z racji wieku i kondycji, chyba co najwyżej na trenera młodych

) Chodzi o cały ruch ciała zakorzeniony w "przyssanych" do ziemi stopach i wzbudzanie ruchu od stóp przez pas biodrowy i wysyłanie go dalej, przez pas barkowy i ręce. Możecie tego nie wiedzieć, albo nawet nie wierzyć, ale jeśli zaeksperymentujecie, najszybszym ruchem ciała jaki będziecie kiedykolwiek w stanie wykonać, będzie "wstrząsowy" ruch biodrami po okrężnej trajektorii... Który jest początkiem ruchu bicza kiedy ciało jego trzonkiem a kończyny i ewentualne przedmioty trzymane w rękach, końcówką bicza...
W skrócie: swoją nahajką będącą komercyjną nahajką produkowaną gdzieś w Rosji ze sztucznej skóry, typu kubańskiego (nie z Kuby tylko z nadwołżańskiego regionu Kubań), z wszytym przeze mnie w końcówkę ciężarkiem ołowiowym jak powinno być w oryginale, machając bardzo ekstensywnie od trzech lat (tak kilkanaście minut co 2-3 tygodnie)kiedyś nagle stwierdziłem, że mogę trafić z całą siłą w dowolny punkt o średnicy 3-4 cm w maksymalnym zasięgu nahajki jak i np z niewiele mniejszą siłą we wszelkie punkty bliższe w odległości ok 40-50 cm od ciała. Uderzenie jest naprowadzane głównie wzrokiem, wpatrywaniem się w punkt docelowy, ale nie tylko. Mogę to robić zarówno prawą jak i lewą ręką. Przy wykorzystywaniu nahajki do pewnych ćwiczeń "obijania ciała" swobodnie trafiam się małym ruchem ręki w plecy, tyłek, głowę, piersi, uda itp. i nie tylko ogólnie, ale w zamierzony punkt o średnicy 4-5 cm... Przy próbach szybkościowych uzyskiwałem np. 3 mocne trafienia w cel o powierzchni 2 paczek papierosów w czasie ok. 1,5 sekundy. Przy próbach impaktowych końcówka nahajki przebijała się przez trzy luźne warstwy tektury (3x0,5cm) albo prawie wybijała korek z płyty sklejkowej 1 cm, w uderzeniu w dużą dynię wbijała się ok 10 cm wgłąb ale robiła bardzo duży otwór wejściowy...itp.itd.itp
Tak więc radzę zainteresować się nahajkami...